Nad placem rozlegały się ostatnie takty skocznej muzyki, dobiegały z jednego spośród trzech drewnianych podestów dla ulicznych grajków. Muzyk wytłumił ostatnie dźwięki przykładając dłoń do wciąż wibrujących strun harfy.
Jeden z wielu rynków Rasil'ebe, różnił się od pozostałych tym, że ściągali na niego początkujący artyści pragnący zarobić, albo znaleźć pracę. Pomimo wczesnej pory kocie łby bruku już ginęły pod ludzkimi stopami. Bard, który przed chwilą skończył występ, stał na platformie ustawionej pod murem miejskim, najdalej od wejść na plac.
- Dziękuję państwu za uwagę! - krzyknął w tłum, zginając się w teatralnym ukłonie. - Liczę, że nuty mej liry rozsupłały wasze sakiewki.
W tym momencie widzowie jakby zorientowali się, że w miły sposób artysta poprosił o zapłatę i poczęli rzucać monety. Na scenę posypał się bilon, głównie w kolorze miedzianym, ale kilku kupców rzuciło złote talary, które zostały skrzętnie wyłapane przez harfiarza. Nagle w rogu placu zapanowało poruszenie i wkrótce rozległ się krzyk
- Tam jest!! - Wystarczyło jedno spojrzenie by muzyk zorientował się, że to on "tu jest". Drugie zerknięcie zapewniło go, że nie bardzo ma ochotę na bliższą znajomość, błyski wstającego ostrza na obnażonych mieczach zazwyczaj nie oznaczają przyjacielskich zamiarów.
- Przedstawienie musi trwać. Żegnam i życzę miłego dnia. - Gdy skończył swoją kwestię, na scenie pojawiły sie jego cztery kopie, które po paru sekundach zamieniły się w obłoki dymu. Tłum myśląc, ze to część spektaklu nagrodził iluzję oklaskami.
~~@~~
Na twarzy trubadura widoczne było zmęczenie, wywołane nie tyle przejściem przez plac co drobną iluzją. Odetchnął głębiej, już dawno doszedł do wniosków, że epitety "drobna", "mała" i pochodne nie bardzo znajdują odzwierciedlenie w magii. Zniknięcie przy takiej widowni wyczerpuje, nawet przy umiejętnym rozproszeniu uwagi.
- No cóż, nadal żyję, cóż za niedopatrzenie - artysta wziął głębszy oddech, poprawił chwyt na instrumencie i pomaszerował w dół uliczki. Na szczęście w bocznych alejach tłum nie był tak gęsty jak na samym placu, toteż muzyk szedł raźnym tempem. W pewnym momencie zauważył smugę błękitnych włosów i zaklął pod nosem, nie ze względu na kolor, sam miał turkusowe, ale dlatego, że zapamiętał je z placu. Szybko zmienił kierunek by spostrzec następną niebieską kitę.
- Niedobrze - mruknął, odwrócił się i stanął w miejscu czując punktowy dotyk metalu. Na wysokości oczu natomiast, obserwował garnitur równych, względnie białych zębów.
- Gdzież Ci tak śpieszno grajku? - Poczuł jak dwie pary rąk chwytają go pod pachy, najpewniej pozostali już dołączyli. - Pójdziesz z nami prawda? Chyba, że masz coś innego do roboty - stwierdzenie poparte było lekkim szturchnięciem w pierś i rechotem prześladowców.
~~@~~
Pomieszczenie do którego go wprowadzono było zadbane, ale pozbawione definitywnie personalnych akcentów. Logiczny wniosek jaki nasunął się trubadurowi był taki, że lokum zostało wynajęte.
- Ahh witamy pana, panie Angil jak mniemam? - Rozległo się jowialne powitanie, którego źródłem, był mały i, tego nikt się nie spodziewał, niebieskowłosy człowieczek, siedzący za stołem. Mimo swej niewielkiej postury emanował niemal namacalną władzę - Zechcij spocząć pieśniarzu.
To mówiąc wskazał mu miejsce naprzeciw siebie. Z pewnym ociąganiem muzyk usiadł.
- Mam dwa pytania. Pierwsze czego chcecie ode mnie? - Powiedział siadając na krześle. - I drugie, dlaczego nadal mam moją broń? - Gdy skończył mówić ochroniarze, wykonali gwałtowny ruch, ale nie ruszyli się z miejsce zatrzymani nieznacznym gestem ręki szefa.
- Więc po kolei. Nie rozbroiliśmy Cię by uniknąć zbędnej przemocy. Nie rób takiej miny, nie przyszedłbyś tu tak grzecznie będąc bezbronnym. - Dopełnił wypowiedź niebieski przywódca dokończył wypowiedź widząc zdziwione miny. - Co do powodu Twojej obecności tutaj. Mam dla Ciebie pewną propozycję?
Twarz rozmówcy wykrzywił grymas, który był zapewne uśmiechem, tyle że w taki sposób krokodyle zwykły się uśmiechać do swoich przekąsek.
- Tyle się domyśliłem, - nie tracą animuszu odparł Angil. - ale co to za prośba? I dlaczego miałbym ją spełnić.
- Ponieważ mam coś na czym Ci zależy. - Dłoń przywódcy powędrowała do kieszeni by wyciągnąć okrągł medalion z wprawionym pryzmatycznym kamieniem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz